4 rzeczy, których możesz się nauczyć o marketingu na przykładzie porażki JKM w wyborach prezydenckich 2015

Zamieszanie po pierwszej turze wyborów prezydenckich nieco już opadło, więc postanowiłem się przyjrzeć tej imprezie na spokojnie i przeanalizować parę rzeczy oraz zaprezentować kilka wniosków. Najbardziej odpowiednim kandydatem do tego celu wydał mi się oczywiście Krul Internetów Janusz Korwin – Mikke, którego poczynania śledzę zresztą od lat. Co się bowiem takiego dzieje, że JKM ciągle nie może osiągnąć znaczącego poparcia w rzeczywistych wyborach pomimo ogromnej popularności jaką cieszy się w necie…? Powodów jest kilka, a wszystkie one wiążą się po prostu z prawami (czy też teoriami) klasycznego marketingu. Ale o tym poniżej.

Zanim przejdziemy do teorii i wywodów kilka statystyk – oto rzeczywiste wyniki 1 tury wyborów z uwzględnieniem frekwencji.

 

rzeczywisty wynik 1 tury

Oczywiście statystycy twierdzą, że niegłosująca część i tak głosowałaby tak samo, jak część głosująca, ale spojrzeć można (thnx to Gregorek Potworek).


Facebook

Tutaj niepodzielnie rządzi Janusz Korwin – Mikke, którego oficjalny profil ma ponad 630 tys. lajków.

jkm facebook

Paweł Kukiz dysponuje zapleczem 253 tys. fejsbukowych fanów (wzrost o kilkadziesiąt tysięcy w ciągu zaledwie kilku dni od wyborów!).

kukiz facebook

Oficjalny profil Bronisława Komorowskiego lubi 145 tys. osób.

komorowski fb

Andrzej Duda zyskał do tej pory 110 tys. fanów.

duda fb

Jak więc łatwo policzyć, JKM dysponuje większą rzeszą fejsowych zwolenników, niż pozostała trójka czołowych kandydatów razem wzięta (i jest to całkiem spora różnica 120 tys. lajków). Jakie to miało przełożenie na realne głosy, wszyscy wiemy – Duda 34,8% głosów, Komorowski 33,8% głosów, Kukiz 20,8% głosów, Korwin 3,3% głosów. Pozostałych kandydatów na razie pomijam ze względu na słabe wyniki.

Jedno zdanie podsumowujące

Poparcie na Facebooku raczej słabo przekłada się na rzeczywiste głosy w wyborach.


Twitter

No dobra, ktoś powie, że social media to nie tylko FB, bo mamy jeszcze Twittera. No i tutaj potencjał Krula Korwina jest o wiele słabszy, ponieważ jego oficjalny profil obserwuje zaledwie niecałe 10 tys. osób. Cóż, w porównaniu z polskim cesarzem Twittera Radosławem Sikorskim (ponad 420 tys. followersów) jest to wynik baaardzo słaby. A pozostali kandydaci?

Andrzej Duda – 38 tys. obserwujących.

Bronisław Komorowski – 30 tys. obserwujących.

Paweł Kukiz – 14 tys. followersów.

Jedno zdanie podsumowujące

W sumie proporcje bardzo podobne, jak w przypadku realnych wyników, może więc przy następnych wyborach warto postawić o bukmachera parę PLNów kierując się właśnie poparciem na Twitterze…?


Google

Ok, social media social mediami, ale jak wygląda sprawa z liczbą wyszukiwań naszych kandydatów w Google? Weźmy dane dotyczące ostatnich miesięcy, przy czym najbardziej interesuje nas kwiecień 2015 (najgorętszy okres kampanii). A w tej konkurencji liderem jest – uwaga – Magdalena Ogórek, której w kwietniu szukano aż 223 tys. razy.

magdalena ogorek adwordsmagdalena ogorek adwords

magdalena ogorek adwords

Kolejne miejsce zajmuje Paweł Kukiz135 tys. wyszukiwań.

kukiz adwords

Ostatnie miejsce na podium przypada ex aequo Andrzejowi Dudzie

duda adwords

oraz JKM – obaj mają po 110 tys. wyszukiwań.

jkm adwords

Informacji o Bronisławie Komorowskim szukano w kwietniu tylko 60 tys. razy.

komorowski adwords

Jedno zdanie podsumowujące

Internauci nie wyszukują zbyt często informacji o kandydatach, których dobrze znają (Komorowski i Korwin) – w sumie logiczne.


why meme

No więc czemu JKM osiągnął tak słaby wynik…?

Część statystyczną mamy już za sobą, pora odpowiedzieć sobie na zadane powyżej pytanie. Pomoże nam w tym zaprezentowanie kilku zasad marketingowych, których działanie sprawdziło się w praktyce przy okazji minionych wyborów. Zaznaczam, że są to moje osobiste wnioski i niekoniecznie muszą być w 100% prawdziwe. Ale do rzeczy.

  1. Zasięgi w sieci same nie zrobią roboty

Jest to stara prawda, o której zapomina wiele osób zaślepionych digitalem. Pisząc „sieć” mam oczywiście na myśli zarówno social media, jak i tradycyjne portale, wortale itp. zakątki internetów. Tzw. stare media mają bowiem w dalszym ciągu ogromną siłę rażenia i co więcej są bardziej wiarygodne dla starszych klientów/wyborców. Sprawa wygląda więc tak, że mając produkt przeznaczony do masowej sprzedaży na rynku ogólnopolskim (tak, kandydata na prezydenta można w ten sposób potraktować) powinno się poważnie przemyśleć zainwestowanie w tradycyjne media, czyli telewizję, prasę oraz radio. Bez tego raczej ciężko będzie osiągnąć duży wolumen sprzedaży (czyt. poparcie wyborców) i pozostanie nam nisza. Ok, a co jeśli nie ma się worka kasy? Wtedy faktycznie pozostaje tylko sieć, ale i tam niestety bez pieniędzy aż tak wiele się nie zwojuje. Tak naprawdę aby odnieść zdecydowane zwycięstwo, JKM musiałby bowiem uzyskać ogromną przewagę w necie nad pozostałymi kandydatami, a jak widać wcale tak nie jest (no, może poza FB).

  1. Kontrowersją nie sprzedasz wszystkiego

A konkretnie chodzi o rzeczy/usługi, których nabycie wiąże się z większym zaangażowaniem nabywcy niż kupno przysłowiowej bułki w sklepie (chociaż nawet i w takim przypadku niektórzy mają wiele wątpliwości). Dobrym przykładem są tutaj np. dodatkowe ubezpieczenia emerytalne, w przypadku których analizujemy różne opcje, sprawdzamy wiarygodność ubezpieczyciela itp. rzeczy. Ok, ktoś powie, że w przypadku wyborów prezydenckich ludzie bazują głównie na instynktach, a nie na racjonalizmie. Po części racja, ale nawet wtedy ma znaczenie to, jak dany kandydat się zachowuje i czy ogólnie wydaje się godny zaufania. No i niestety JKM dla większości ludzi jest zbyt kontrowersyjny, aby go poprzeć. Dlaczego? Ponieważ pomijając jego (często bardzo zdrowe) poglądy, po prostu pierdolnie czasem takim tekstem, że przeciętny Marian czy Mariola z miejsca uznają go za całkowitego popaprańca. Wiem, mocne słowa, ale tak naprawdę jest. No bo tak szczerze, czy ktoś wyobraża sobie np. jakąkolwiek poważną firmę, której prezes non stop nawija o niewolnikach, upadku cywilizacji itp. abstrakcjach niezrozumiałych dla przeciętnego (p-r-z-e-c-i-ę-t-n-e-g-o) odbiorcy…? No właśnie…

  1. Nie liczy się rzeczywistość, ale wyobrażenie

Jest to tzw. prawo percepcji które mówi, że tak naprawdę nieważna jest jakość danego produktu, ale wyobrażenie klienta na ten temat (oczywiście w rzeczywistości te dwie rzeczy wcale nie muszą iść ze sobą w parze). I tak więc jeśli Korwin kojarzy się większości ludzi z kontrowersjami, to nie będą się oni zbytnio wgłębiać w to, czy ogół jego poglądów ma sens, czy też go nie ma – po prostu ocenią całość na podstawie kontrowersyjnych wypowiedzi. Podobna sytuacja ma miejsce chociażby w przypadku samochodów, gdzie niemieckie auta są kojarzone z solidnością, a francuskie z plagą awarii. Prawda jest natomiast taka, że kilkuletnie Volkswageny wcale nie psują się rzadziej niż kilkuletnie Citroeny – tyle, że większość ludzi o tym po prostu nie wie. Co bardzo istotne, wyobrażenie wcale nie jest tak łatwo zmienić i oznacza to najczęściej ogromne sumy pieniędzy na PR oraz lata oczekiwań na rezultaty. Podobnie byłoby zresztą w przypadku JKM, który musiałby złagodzić nieco swoje ostre wypowiedzi, aby być z czasem odbierany przez większą ilość ludzi jako poważny, godny zaufania polityk. Co tu dużo mówić – w obecnej chwili raczej się na to nie zanosi.

  1. Od opanowania niszy jest daleka droga do bycia liderem

Z Panem Januszem jest trochę tak, jak z naszym napojem energetycznym Super Ruchacz – wyrazisty, kontrowersyjny i uwielbiany przez pewną grupę ludzi. To były zalety, a wady? Wielu ludzi nie może się do niego przekonać jako do brandu, który diametralnie wybiega poza ogólnie znane i przyjęte schematy (wypisz – wymaluj JKM). Konsekwencją tego jest to, że wyjście z niszy i rozpoczęcie masowej sprzedaży w takiej np. Biedronce lub też Żabce jest jak na razie odległą przyszłością – całkiem jak wygrana JKM w wyborach. Owszem, zarówno Super Ruchacz jak i JKM mogą na razie zdobyć po kilka – kilkanaście % rynku/elektoratu, ale póki co miejsce wśród liderów branży/sceny politycznej jest dla nich nieosiągalne. Owszem, za jakiś czas, kiedy odbiorcy dojrzeją do przekazu, ale to może trwać latami…


hope

Czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji i czy JKM może jeszcze kiedyś wygrać…?

No więc odpowiadam: owszem, jest jedno wyjście – należy zastosować prawo rezygnacji. A ono mówi wprost, że trzeba coś poświęcić, aby coś innego zdobyć. I tak Pan Janusz musiałby poświęcić swoje najbardziej radyklane poglądy i zastąpić je czymś bardziej zrozumiałym dla przeciętnego wyborcy – wtedy miałby szanse przekonać do siebie masy, co przełożyłoby się na dobry wynik w wyborach. Bez tego Krul pozostanie niszą, którą fapuje się kilka % odbiorców, co starczy zaledwie na skromną egzystencję, a nie na zmienianie świata.

2 thoughts on “4 rzeczy, których możesz się nauczyć o marketingu na przykładzie porażki JKM w wyborach prezydenckich 2015

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *