6 rzeczy, jakich możesz się nauczyć o osiąganiu celów na przykładzie naszej historii z Paris Hilton

Dzisiaj będzie dość nietypowo, bo w motywacyjnych klimatach. Spokojnie, nie zamierzam bawić się w coacha – nie ta zajawka i nie ten etap życia. Zamierzam jednak przekazać Wam prawdziwą historię udowadniającą, że nie ma rzeczy niemożliwych. I bynajmniej nie będzie to jakiś tam wymyślony bullshit story oparty na amerykańskich case study, nie, nie – tylko 100% prawdy z własnego podwórka! No, ale po kolei.


elbląg

Elbląg – to tu zaczęła się nasza historia.

Była ciepła, majowa niedziela. Wracaliśmy właśnie z Elbląga i zastanawialiśmy się nad kilkoma rzeczami związanymi z promocją Super Ruchacza – ot, takie luźne rozważania. Pomysłów jak zwykle było dużo – jedne dobre, inne średnie, a jeszcze inne totalnie bezużyteczne, jak to w życiu bywa. W pewnym momencie w radiu (nie pamiętam już w jakiej stacji( usłyszeliśmy, że Paris Hilton szuka chłopaka. Niby nic specjalnego, ale ona nie chciała tzw. gościa z haj – lajfu, lecz zwykłego, normalnego faceta. Zaskoczeni? Ja też byłem, choć na dobrą sprawę już wcześniej słyszałem o podobnym story. Na eksperyment z „mieszaniem klas” zdecydowała się kiedyś Liz Taylor, która wyszła za mąż za robotnika budowlanego o swojsko brzmiącym nazwisku Fortensky. Nie bardzo im to małżeństwo zresztą wyszło, bo rozstali się bodajże po jakichś 5 latach. Ale wróćmy do Paris Hilton. Słysząc o jej zamiarach zaczęliśmy knuć plany jak by tu zostać jej facetem. I tak z najdalszych zwojów naszych mózgów wykluwały się wizje w stylu podróż do USA i czatowanie pod rezydencją dziedziczki hotelowej fortuny z miłosnymi hasłami wymalowanymi na prześcieradłach. Czyli totalna głupota i abstrakcja, ale… No właśnie, ale czas na pierwszą lekcję:

Nigdy nie lekceważ nawet najbardziej durnego pomysłu, bo nie wiesz,  czy czasem nie doprowadzi on Ciebie do czegoś bardziej sensownego.

 

syrenka

Model nowej Warszawy, który zobaczyliśmy na Targach jako doskonała ilustracja śmiałej idei.

W naszym przypadku po niedługim czasie doszliśmy do wniosku, że prawdopodobieństwo bycia chłopakiem Paris jest zbyt nikłe w stosunku do energii zaangażowanej w ten cel. Co więc robić? A chociażby złożyć pannie Hilton propozycję biznesową. Tylko jak by tu do niej dotrzeć… Co prawda w XXI wieku mamy maile, Fejsbuki i inne Tumblery, ale niestety przedarcie się przez setki (jeśli nie tysiące) maili nie jest sprawą łatwą. I kiedy tak rozkminialiśmy temat, przed naszymi oczami przewinął się billboard informujący o fakcie, że oto Paris ma być gościem honorowym na Międzynarodowych Targach Mody w Łodzi.  I can’t believe this shit is happen! I tutaj lekcja druga:

Zawsze, ale to zawsze jest jakaś możliwość osiągnięcia tego, co się założyło – trzeba mieć tylko oczy dookoła głowy i tej możliwości szukać.

 

ludzie-czekaja-na-paris

Fani czekający na Paris Hilton.

Wróciliśmy więc do Torunia i przez kilka następnych tygodni mieliśmy głowę zaprzątniętą zupełnie innymi sprawami. Sezon na napoje w pełni, problemy z kontrahentami, kilka rozgrzebanych projektów w agencji… Cały czas jednak pamiętaliśmy o naszym pomyśle dorwania Paris (choć jeszcze do końca nie sprecyzowaliśmy co i jak). Kilkanaście dni przed jej przylotem do Polski spontanicznie zarezerwowaliśmy bilety na to wydarzenie – wyobraźcie sobie, że były darmowe. Prawdopodobnie gdybyśmy na tym poprzestali, to z naszych planów nic wielkiego by nie wyszło – ot, zwykła wycieczka. Ale my cały czas myśleliśmy o tym, co jeszcze można by zrobić w celu zwiększenia naszych szans. Myśleliśmy, kombinowaliśmy, aż w końcu przyszło olśnienie: trzeba załatwić sobie akredytację prasową i dzięki niej dostać się do miejsc niedostępnych dla zwykłych odwiedzających. Całe szczęście mamy kumpla, który jest redaktorem naczelnym całkiem znanej gazety, więc nie było to wielkim problemem (przy okazji – dzięki Dawid). A teraz lekcja trzecia:

Jeśli masz już jakiś plan, to nie wahaj się go zmodyfikować gdy dostrzeżesz opcję dającą więcej możliwości.

 

na targach z paris

A oto i my na Targach.

Tak więc mieliśmy już zapewniony wjazd na imprezę, pozostało więc zdefiniowanie głównego celu, czyli co dokładnie chcemy osiągnąć. Przeanalizowaliśmy realne możliwości działania i wyszło nam, że najlepiej będzie podsunąć Paris puszkę Super Ruchacza do podpisania (oczywiście ta wiekopomna chwila miała być uwieczniona na fotce). Poboczny plan B zakładał zaś wbicie się na after party i dorwanie celebrytów, inwestorów oraz wszystkich innych osób, które potencjalnie mogłyby nam pomóc w wypromowaniu naszego trunku.

Oczywiście nawet najlepszy plan nie pomoże, jeśli jego realizacja pozostanie tylko w sferze życzeń. A wiecie, co się wtedy najbardziej przydaje? Pozytywne nastawienie! Tak jest, możecie mi wierzyć, że cholernie ułatwia ono sprawę nie tylko przy okazji kontaktów biznesowych. Niby jest to oczywista oczywistość, ale w Polsce różnie z tym bywa. Ok, wróćmy jednak do meritum. Pojechaliśmy więc na te całe Targi Mody, wbiliśmy się do press rooomu (było darmowe sushi oraz Ballantines) i cierpliwie czekaliśmy na przybycie Paris. Jak na prawdziwą gwiazdę przystało, pojawiła się z ponad godzinnym opóźnieniem, otoczona wianuszkiem arabskich ochroniarzy (swoją drogą ciekawe dlaczego akurat tej nacji). Wtedy to mieliśmy pierwszą szansę na wykonanie naszej akcji z puszką. I wiecie co? Zaliczyliśmy ligowy fakap spowodowany brakiem zdecydowanego działania – już piszę dlaczego tak wyszło. Otóż Paris można było dorwać w momencie, w którym schodziła ze sceny po skończonej konferencji. Na dobrą sprawę wystarczyło się do niej dopchać, podsunąć jej puszkę i gotowe. Tyle, że w tym właśnie czasie ja akurat rozmawiałem sobie z pewną dziewczyną, a kumpel strzelał fotki czegoś tam. No po prostu rozproszyliśmy się czymś mało znaczącym, zapominając o tym, co w ten dzień było najważniejsze. Lekcja czwarta:

Jeśli stawiasz przed sobą trudny cel, to aby go osiągnąć musisz się na nim sfokusować na 100%. Jeżeli bowiem zaczniesz rozpraszać swoją energię na rzeczy mało ważne, to zapomnij o sukcesie.

 

turban

Beaty zapodawane przez Paris na after party poruszyły każdego.

Przy okazji wspomnę o jeszcze jednej niewykorzystanej szansie. Otóż wyobraźcie sobie, że podczas konferencji prasowej prawie nikt nie miał pytań do naszej gwiazdy! I nawet nie chodziło tutaj o słabą znajomość angielskiego – nasze rodzime tuzy dziennikarstwa najwyraźniej nie przygotowały nic sensownego, o co można byłoby taką Paris spytać. Gdybyśmy więc tylko mieli jakieś ciekawe, oryginalne pytanie, to mogliśmy je łatwo zadać i kto wie, może nawet wypłynąć dzięki temu w światowych mediach… No, ale to tylko gdybanie (jakże częsta polska przypadłość).

Ok, pierwsza szansa nam przepadła, więc postanowiliśmy poczekać na kolejną. Plan awaryjny zakładał, że jako przedstawiciele mediów wbijemy się na VIP afterparty i dostaniemy się za scenę, na której Paris miała zapodawać swoje sety. Cóż, na samą imprezę udało nam się wejść, ale dopchanie się na backstage okazało się ponad nasze siły. Czyli lipa, klops i zmarnowane możliwości. Tak by powiedzieli sobie looserzy, ale my przecież pojechaliśmy tam z pozytywnym nastawieniem! I teraz właśnie zbliżamy się do przełomowego momentu jakim było… wypicie kilku drinków. Tak jest – podeszliśmy do baru, wzięliśmy kilka whisky z colą, usiedliśmy i zaczęliśmy myśleć nad dalszą strategią. Oczywiście z tego wszystkiego wyszła piąta lekcja:

Jeśli ewidentnie Ci nie idzie, to odpuść na chwilę, zrób sobie chillout i na spokojnie pomyśl nad nowymi metodami osiągnięcia celu.

 

puszka-ruchacza-paris

Jedyny słuszny imprezowy napój energetyczny.

I właśnie wtedy przyszedł nam do głowy najbardziej oczywisty pomysł: przecież możemy dorwać Paris jak będzie wsiadała do samochodu! Zerwaliśmy się więc z wygodnych foteli i rzuciliśmy do tylnego wyjścia. Przeczucie nas nie myliło – kilkadziesiąt metrów od wejścia stał nowy Mercedes, a obok niego kręcili się ochroniarze. Bingo! Oczywiście i tutaj napotkaliśmy liczne przeszkody – tłum ludzi, dwie rozładowane baterie od aparatu, ochroniarze o wadze 130 kg+… I tak po jakiejś pół godzinie oczekiwania wyszła Ona – otoczona szczelnym kordonem ochroniarzy. Tłum ruszył z dziką werwą i zaczął przepychać się jak najbliżej Paris celem zrobienia sobie z nią selfie. Stałem z tyłu, kumpel nieco z boku i szybko zrozumiałem, że jeśli nie zmienię pozycji i nie pocisnę, to nie ma mowy o zdobyciu podpisu. Szybko przesunąłem się do przodu, odczekałem na sprzyjający moment i dosłownie na ostatnich metrach przed autem przepchnąłem rękę z puszką i pisakiem krzycząc przy tym: „Paris, please sign this can!”. Co ciekawe sama Paris dostrzegła puszkę (jednak niebieski kolor robi robotę), a następnie uśmiechnęła się, powiedziała „amazing can”, po czym wzięła puszkę Super Ruchacza w rękę i złożyła na niej swój autograf! A więc wygryw na 1000%! OMFG – to się naprawdę udało! Dobrze, a teraz szósta lekcja:

Nigdy, ale to przenigdy się nie poddawaj – nigdy nie wiesz, czy sukces nie czeka na ostatnich metrach.

 


paris9 copy

A oto i moment podpisywania puszki przez Paris Hilton oraz, oczywiście, sama podpisana puszka.

Tak, jeszcze dziś mam uśmiech od ucha do ucha, kiedy sobie przypomnę do uczucie euforii po wykonaniu tak trudnego zadania. Uwierzcie, że ciężko porównać tę przyjemność z czymkolwiek innym. Gdybyśmy odpuścili, uznali nasz plan spotkania Paris za nierealny, gdybyśmy nie cisnęli absolutnie do końca… to nic by z tego nie wyszło. A tak mamy naszą osobistą Puszkę Zwycięstwa, która będzie nas motywować w trudnych chwilach zwątpienia (a takie na pewno przyjdą). Wy też możecie mieć taki artefakt w postaci dowolnego przedmiotu/sukcesu – trzeba tylko zrozumieć różnicę pomiędzy „chcę” a „chciałbym”.

3 thoughts on “6 rzeczy, jakich możesz się nauczyć o osiąganiu celów na przykładzie naszej historii z Paris Hilton

  1. Uczyć można się od każdego. Ale my przecież tacy mądrzy, że czego może nas nauczyć Paris Hilton? A tu się okazuje, że jednak coś jest 🙂 Ot co 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *