Bajka o tysiącu i jednej nocy

Starring:

Prezes Jarosław, CEO & Owner niedużej firmy kosmetycznej produkującej kremy, maseczki, pudry, szminki… no wiele rzeczy w każdym razie.

Janusz z marketingu, rycerz światłych idei, geniusz Power Pointa oraz sprawny wyszukiwacz najtańszych wykonawców.

Fejmowa Angela, znana modelka z Instagrama, która ma tysiące followersów podziwiających jej sexy fotki z egzotycznych wojaży.

Pan Marian, urodzony handlowiec i były kierowca rajdowy, dzielnie ogarniający sprawy związane z poszerzaniem rynków zbytu.

 

Pewnego pięknego, słonecznego dnia…

Prezes Jarosław siedział w swoim dużym gabinecie i rozkoszował się widokiem wykresów przedstawiających rosnące statystki sprzedaży. Z tego błogostanu wyrwało go jednak gwałtowne łomotanie do drzwi.

Proszę! – powiedział nieco zirytowany Prezes.

Na dźwięk jego wezwania do gabinetu wpadł Janusz z marketingu, który z niezwykłym, graniczącym wręcz z bezczelnością podnieceniem zaczął od progu krzyczeć:

Szefie, szefie! Mam super pomysł! Czy ma Pan chwilę?

Mam. – padła krótka odpowiedź.

To świetnie, bo właśnie napisał do mnie manager Fejmowej Angeli…

Kogo? – spytał zdziwiony Prezes Jarosław.

No Fejmowej Angeli, prawdziwej gwiazdy Instagrama – takiego nowoczesnego portalu, gdzie ludzie wrzucają zdjęcia i nakładają na nie takie filtry, żeby na tych zdjęciach wyglądać lepiej niż w rzeczywistości wyglądają, no bo każdy chce lepiej wyglądać…

Aha. Czyli takie coś jak nasze pudry i podkłady w wersji cyfrowej. Rozumiem. – celnie zauważył Prezes.

O, to to to. – ciągnął dalej Janusz z marketingu – Więc ten manager Fejmowej Angeli zaproponował nam współpracę na dogodnych warunkach! Za jedyne kilka tysięcy złotych Fejmowa Angela zgodziła się zostać twarzą naszych produktów. Szefie, tej okazji nie można odpuścić! No nie można, bo…

I tutaj przed oczyma coraz bardziej zdumionego Prezesa Jarosława zaczęły się przewijać obrazy niewyobrażalnych wprost profitów płynących z zaangażowania znanej celebrytki. A były to tysiące nowych klientów, wzrost rozpoznawalności brandu, nieograniczone możliwości lansu w Social Mediach, większe zainteresowanie hurtowników, a nawet opcja zaszpanowania na dorocznym bankiecie organizowanym w miejscowym Klubie Biznesmena! Ten ostatni argument szczególnie mocno wpłynął na wyobraźnię Prezesa, który najpierw głośno chrząknął, a potem rzekł:

– Dobrze Panie Januszu, w sumie taką kasę to mogę zaryzykować. Masz Pan zielone światło!

Janusz wybiegł z gabinetu Prezesa oszalały z radości, a ponieważ był to piątek, więc jego radosny nastrój przedłużył się aż do niedzielnego poranka (min. skutkiem nadmiernego spożycia Jacka Danielsa sprofanowanego colą). W poniedziałek natomiast rozpoczęły się przygotowania właściwe dla tej sytuacji, a więc dopinanie szczegółów kontraktu, złapanie fotografa do sesji (oczywiście za „będzie Pan miał do portfolio”), szukanie grafika, które stworzy projekty niezbędnych materiałów, itp. itd.

2 miesiące później…

Kampania z Fejmową Angelą właśnie się rozkręcała, słupki sprzedaży cały czas pięły się do góry, a Prezes Jarosław znów siedział zadowolony w swoim przepastnym fotelu i przeglądał katalogi miejscowego dealera Audi, zastanawiając się przy tym, czy lepiej będzie wziąć w lesing A5 w dieslu, czy może jednak nie dziadować i walnąć sobie A7 Quattro w benzynie i na pełnym wypasie. Z tego błogiego zamyślenia wyrwało go jednak nieśmiałe pukanie do drzwi.

– Proszę. – rzekł Prezes Jarosław.

Do gabinetu wszedł niepewnym krokiem Janusz z marketingu, którego smutno zwieszona głowa wyraźnie sugerowała, że nie ma dobrych wieści.

– I cóż się stało Panie Januszu, mało lajków na Fejsbukach…? – zażartował niczego nieświadomy Prezes.

– No nie do końca, mamy większy problem w tej sieci, Panie Prezesie…

– O.. a cóż się stało…? – Prezes Jarosław uniósł pytająco brwi i tknięty złym przeczuciem odłożył na biurko katalog od dealera.

Janusz z marketingu zaczerpnął powietrza, postanowił na biurku prezesa laptopa i wydusił z siebie 4 słowa:

– Jest afera. Proszę spojrzeć.


szejkowie i modelki 2

 

szejkowie i modelki 3

Prezes Jarosław z rosnącym rozbawieniem czytał newsy na temat prowokacji, jakiej ofiarą padły polskie „modelki” godzące się na wyuzdane zabawy z szejkami. Jego rozbawienie wzbudziły także liczne memy inspirowane tym jakże epokowym wydarzeniem.


mem 2

mem 1

– No cóż Panie Januszu, w sumie to żadna rewelacja – koledzy z Klubu Biznesmena też mi opowiadali różne historie o hostessach i innych dziewczynach. choć może nie aż tak mocne. Śmieszne to i nieco gorszące, no ale czemu właściwie zawraca mi Pan tym głowę…?

Janusz z marketingu nerwowo przełknął ślinę, wpisał coś w Google, a potem kliknął na pierwsze z brzegu zdjęcie i rzekł:

– Dlatego. No bo okazało się, że jedną z bohaterek tej akcji jest Fejmowa Angela – nowa twarz naszej firmy.

… To był szok. Szok niewyobrażalnie wielki. Prezes Jarosław patrzył w ekran bez słowa. Patrzył na firmowy fanpejdż i czytał komentarze, w których klientki zarzekały się, że nie kupią już więcej jego produktów bo to „wstyd, obciach i siara być kojarzonym z czymś takim”. Przeglądał setki wpisów na forach, które w okrutnych słowach wyśmiewały jego ukochaną firmę – dziecko sukcesu, na który pracował przez ostatnie 20 lat. Widział memy parodiujące banery promocyjne, gdzie zamiast jego kremów Fejmowa Angela wciera sobie w twarz brązową substancję… Oglądał szydercze filmiki, w których w wulgarny sposób nawiązywano do kobiety będącą przecież znakiem rozpoznawczym jego przedsiębiorstwa! Tego było aż nadto. To nie mogło się przydarzyć – nie jemu, nie jego firmie!

 

 

 

To jednak nie był koniec upokorzeń. Do gabinetu wpadł bowiem bez pukania Pan Marian, szef handlowców i już na wstępie zaczął krzyczeć:

– Prezesie, tragedia! Hurtownicy anulują zamówienia, a detaliści usuwają nasze standy reklamowe ze sklepów!

– Zaraz, powoli Panie Marianie, co się właściwie stało?! – dość żywo zareagował zdruzgotany wydawałoby się Prezes.

– Jak to co? Tragedia na całej linii, no po prostu t.r.a.g.e.d.i.a! Właśnie wróciłem ze spotkania z Malinowskim – wie Pan, tym facetem, który ma sieć drogerii – i ten Malinowski oburzony pokazał mi różne dziwne zdjęcia, a następnie mi kazał spakować wszystkie nasze kosmetyki do mojej firmowej Octavii i spier… – znaczy się odjechać – z tym towarem jak najdalej! Więcej! Kiedy pędziłem tutaj do Pana w ciężkim szoku, zadzwonił telefon od jednego z detalistów, który powiedział, że spalił nasz stand z tą całą Angelą, bo jakieś dzieciaki pomazały jej twarz Nutellą czy jakimś tam innym brązowym kremem. A, no i oznajmił jeszcze, że towaru też na razie nie weźmie, bo córka powiedziała, że nasza firma to „wiocha i lamusy, które lansują się na zwykłej…” – nie mogę dokończyć, bo znowu jakiś detalista dzwoni. Uciekam!

Pan Marian wybiegł szybkim krokiem i jeszcze przez chwilę było słychać na korytarzu stukot jego butów, przez który przebiło się na chwilę siarczyste „Kurwa mać!”. Jeśli chodzi o Janusza z marketingu, to siedział on z kamienną twarzą, bezwiednie testując wytrzymałość na wyginanie swojego iPhona. Prezes z kolei siedział nieruchomo wpatrując się w rosnące słupki sprzedaży, które w tej sytuacji zdawały się być tylko miłym wspomnieniem. Jednak była to tylko chwilowa apatia, ponieważ dzielny Jarosław poruszył się wreszcie, spojrzał na zdruzgotanego Janusz i wycedził zimnym głosem:

– No, to teraz oczekuję, że znajdzie Pan wyjście z tej sytuacji. Od tego zależy Pana być albo nie być w tej firmie.

Ciąg dalszy nastąpi.

*Chcesz wiedzieć, skąd tytuł „Bajka o tysiącu i jednej nocy”…? Otóż stąd, że aż tyle mogłoby potrwać odbudowanie wizerunku firmy. A poza tym kojarzy się z szejkami. 🙂

4 thoughts on “Bajka o tysiącu i jednej nocy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *